5 rzeczy, z których ciężko mi zrezygnować, mimo że troszczę się o planetę

Staram się żyć jak najbardziej eko i wydaje mi się, że robię niezłą robotę! Ograniczam się jak tylko mogę, robię świadome zakupy, wybieram ekologiczne i naturalne produkty. Natomiast jest kilka rzeczy, z którymi ciężko mi się rozstać i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Ale to wcale nie świadczy o tym, że nie jestem eko!

Czy da się być w 100% eko?

Moim zdaniem mimo wszystko robię więcej niż osoby, które nie robią żadnych kroków w stronę bycia zero waste. A moje działania mogą za to przynieść jakieś efekty! Nie jem mięsa, którego produkcja jest największym obciążeniem dla planety, jeżdżę komunikacją miejską i nie kupuję jednorazowego plastiku. Lista rzeczy, które ograniczam albo z nich rezygnuję jest naprawdę długa. Lista rzeczy, z których ciężko mi zrezygnować – jest dosyć krótka. Ale chciałam pokazać Wam, że małe grzechy nawet najbardziej eko osobom się po prostu zdarzają i tak naprawdę nie da się być w 100% eko!

1. Rajstopy

Uwielbiam nosić rajstopy i ciężko mi wyobrazić sobie żyć bez nich. Szczególnie zimą, wiosną i jesienią, kiedy nie da się wyjść na miasto w samej sukience, z gołymi nogami. W moim przypadku niestety często rajstopy są jednorazowe – szczególnie te cienkie, 15-20 DEN. Dlatego tak bardzo ubolewam nad tym, że kupuje je tak często i po jednym użyciu lądują w śmietniku.

Są natomiast fajne rozwiązania chociażby od polskiej marki Gabriella, które planuję w niedługim czasie wypróbować! Firma wypuściła niedawno na rynek rajstopy, które pochodzą w 100% z przędzy z recyklingu! W dodatku, jak czytamy na Noizz.pl, do ich powstania zużyto 90% mniej wody niż podczas tradycyjnej produkcji, a ich emisja kosztowała środowisko o 80% mniej CO2 emitowanego do atmosfery! Wydaje mi się to być spoko alternatywą, tym bardziej, że nie są dużo droższe od klasycznych rajstop.

Drugim ciekawym rozwiązaniem od konkurencyjnej marki Gatta jest kampania Q-Eko, w ramach której firma przekazuje rajstopy do recyklingu. “Zużyte” rajstopy możemy zostawić w wybranych sklepach Gatta w specjalnym pojemniku i otrzymać rabat na nowe zakupy w wysokości 15%. Dzięki temu mamy pewność, że z używanych rajstop coś jeszcze powstanie, a nie, że trafią na wysypisko.

źródło Gatta.pl

2. Sery!

Jak już wspomniałam nie jem mięsa i staram się ograniczać takie produkty jak mleko (na rzecz mleka roślinnego) albo jajka, ale z sera nie potrafię zrezygnować. Uwielbiam ser żółty na kanapce albo na przykład camembert z grilla, już nie wspominając o tostach czy pizzy. Ale przemysł mleczny, a więc produkcja sera jest bardzo obciążająca dla środowiska. Żeby wyprodukować 1 kilogram sera żółtego, potrzeba około 5000 litrów wody!

Na szczęście są zamienniki sera produkowane na przykład z nerkowców albo z mleka sojowego. Staram się je kupować i wykorzystywać na przykład do domowej pizzy, bo świetnie smakuje gdy jest rozpuszczony. Natomiast nie mogę jakoś przekonać się do niego na kanapkach – nie smakuje mi, dlatego wydaje mi się, że nieprędko zrezygnuję z klasycznego sera.

3. Jednorazowe produkty menstruacyjne

Bardzo nie lubię nadstawiać swojego komfortu nad ekologię i każdemu to powtarzam! Dla mnie okres to ciężkie dni i nie lubię wtedy patrzeć na ekologię. Co prawda od niedawna korzystam z podpasek wielorazowych, kiedy siedzę w domu, kupiłam też sobie kubeczek menstruacyjny i majtki menstruacyjne. Ale ciężko mi sobie wyobrazić używania wielorazowych produktów menstruacyjnych kiedy jestem na wyjeździe, na imprezie, czy po prostu poza domem. Teraz akurat nie mam takiego problemu, bo pracuję zdalnie, ale lubię mieć awaryjnie paczkę jednorazowych podpasek w domu.

Natomiast staram się wybierać takie produkty, które są biodegradowalne i przyjazne dla środowiska. Już od prawie roku korzystam z subskrypcji podpasek od marki Your Kaya (przeczytacie na ten temat więcej tutaj). Dzięki temu co miesiąc przychodzi mi paczka i nie muszę pamiętać o okresie. Podpaski są wykonane z bawełny organicznej i całkowicie się rozkładają, więc jest to rozwiązanie przyjazne zarówno dla mojej skóry, jak i dla środowiska.

4. Robienie zakupów online

Strasznie nie lubię robienia zakupów stacjonarnie i szczególnie odzwyczaiłam się od takiej formy zakupów odkąd mamy pandemię koronawirusa. Praktycznie oprócz zakupów spożywczych, wszystko kupuję przez internet. Jest to dla mnie wygodniejsze i mniej czasochłonne. Ale zdaję sobie sprawę, że dostarczenie produktów – transport + dodatkowo opakowanie produktów, nie jest do końca ekologiczne. Jest to spore obciążenie dla planety, ale nie zrezygnuję z tego, bo jest to dla mnie przede wszystkim wygodniejsze. Po drugie – kupując online – kupuję tylko to, czego potrzebuję, nie chodzę do sklepów żeby się “pogapić” i nie kuszą mnie żadne niepotrzebne rzeczy.

Dodatkowo robiąc zakupy online, staram się prosić sprzedawców (np. w uwagach), żeby zapakowali paczkę jak najbardziej ekologicznie. Wybieram też zamówienie do punktu – Paczkomat, Ruch albo Żabka to punkty, których jest coraz więcej i każdy na pewno ma w swojej okolicy taki. Dzięki temu kurier nie musi podjeżdżać do mnie pod drzwi tylko zostawia w punkcie wraz z innymi paczkami, a ja mam motywację, żeby przejść się na spacer.

5. Papierowe książki

Uwielbiam czytać książki. Gdy sięgam po nie to przenoszę się do innego świata, odcinam się od telewizji, social mediów, jestem całkowicie oddana czytaniu. Nie potrafię czytać książek w formie elektronicznej. Nie mam co prawda ebooka, ale czytanie na telefonie z dużym ekranem albo na komputerze – jakoś mnie nie wciąga. Nie mogę się skoncentrować, ciągle mnie coś rozprasza. Papierowa książka sprawia, że mogę w 100% jej się poświęcić. Poza tym kocham zapach książek!

Ale! Staram się jak najwięcej książek wypożyczać z biblioteki. Odkupuję też pojedyncze książki od sąsiadów z lokalnych grup na Facebooku, a po przeczytaniu puszczam ją dalej w świat – sprzedaję po niższej cenie albo komuś oddaję. Czasami zdarzy się, że kupię jakąś nową książkę, bo chcę mieć tę pozycję na półce, ale to nieliczne przypadki. Często też, jeżeli kupię nową książkę, po przeczytaniu podarowuje ją komuś bliskiemu na imieniny albo na święta.

Ciekawą opcją są też samoobsługowe biblioteczki, które są coraz bardziej popularne nawet w mniejszych miejscowościach. Wyglądają zazwyczaj jak szafka i umieszczone są przy urzędach albo w parkach miejskich. Polegają one na tym, że można tam zostawić swoje stare książki i w zamian poczęstować się książką, którą zostawił ktoś inny. Można też wziąć książkę, a po przeczytaniu po prostu ją odnieść do biblioteczki.

Nie ma co się wstydzić i karać za nie bycie w 100% eko! Jesteśmy tylko ludźmi i nawet małe kroki robią już dużo! Zachęcam Was gorąco do dzielenia się Waszymi eko-grzechami w komentarzach 🙂

1 komentarz

  1. Hej, na pewno nie da się być w 100% eko, a nie ma też sensu się na siłę katować. Po prostu fajnie, że robisz dla środowiska coś więcej, niż większość ludzi i to jest fajne :). Sama także staram się być choć troszkę eko i nie zawsze mi się udaje, ale ważne, że coś się robi 🙂
    Również nie wyobrażam sobie zrezygnować z papierowych książek^^

    Pozdrawiam serdecznie!

Leave A Reply

Navigate
%d bloggers like this: