Przepisy na szczęśliwe życie – który najlepszy?

Mindfulness, hygge, ikigai – co wspólnego mają ze sobą te obcojęzyczne terminy, o których w mediach ostatnio aż huczy? Czy jest to jakaś nowa moda, czy może faktycznie – gdyby się bardziej zagłębić – znajdziemy w tych „zagranicznych filozofiach” klucz do trwałego szczęścia? W końcu każda z nich obiecuje bardziej radosne, lekkie i spełnione życie… Na czym polega każda z nich i czy warto przetestować „na sobie” praktyki mindfulnessu, hygge, czy ikigai?

Mindful czy mind full?

Anglojęzyczni „poszukiwacze szczęścia” doskonale znają i kojarzą tę grę słów. Czy zaliczasz się do grupy tych, co są „mindful” (czyli: uważni, obecni), czy może bliżej Ci do tych z „full mind” (z chaotycznym, pełnym myśli umysłem)?

Ta krótka anegdotka, a właściwie porównanie, doskonale opisuje główne założenie mindfulness, według którego życie powinno być jak najbardziej uważne, skupione na chwili obecnej, niezależnie od tego czy w danym momencie oddajemy się swoim pasjom, zabieramy psa na spacer, czy też jedziemy zatłoczonym autobusem do „znienawidzonej pracy”. Na tym właśnie polega uniwersalność tej filozofii, czerpiącej z tradycji buddyjskich. Prosto, zwięźle i zrozumiale podsumował ją sam Jon Kabat-Zinn – twórca metody mindfulness – Gdziekolwiek jesteś – bądź (jest to zarazem tytuł jednej z jego książek).

Kabat-Zinn obiecuje, że gdy wystarczająco długo będziemy praktykować zasady mindfulness, nasze życie stanie się łatwiejsze i bardziej „wyraziste”. Poprzez uważne „smakowanie” każdej chwili, bez identyfikowania się z (często negatywnymi) myślami, które krążą nam po głowie, możemy doświadczyć dwóch „skutków ubocznych”.

Po pierwsze, więcej rzeczy będzie nas cieszyć, bo zwyczajnie wreszcie zauważymy drobnostki typu: słońce za oknem, fajny dzień, mały sukces w pracy. Podobno docenianie tego wszystkiego w naturalny sposób podwyższy nasz poziom odczuwanego szczęścia.

Po drugie, o wiele łatwiej będzie nam znieść trudności, z którymi się zmagamy. Jak? Poprzez nieuciekanie od nich. Brzmi paradoksalnie, prawda? A jednak – jak mówi Kabat-Zinn – w momencie, gdy na przykład odczuwamy „niechciane” emocje, takie jak smutek, złość, zazdrość – warto poświęcić im całą swoją uwagę, a nie reagować automatycznie, sięgając po czekoladę, dzwoniąc do kolegi, czy wchodząc na Facebooka.

Taka chwila uważności może sprawić, że fala trudnych emocji przejdzie o wiele szybciej niż wtedy, gdybyśmy cały dzień przed nią uciekali. Prostota mindfulness to niewątpliwie kolejna wielka zaleta tej metody.

A jak to jest z hygge?

Hygge – duński przepis na szczęście?

Na temat mindfulness słyszy się od paru dobrych lat. Niejako idzie on w parze z modą na jogę i medytację. Natomiast o hygge w Polsce usłyszeliśmy chyba dopiero w zeszłym roku…

Z pewnością wielu z Was pamięta przedświąteczne zakupy w grudniu ubiegłego roku, kiedy to w księgarniach (zwłaszcza w tych dużych, sieciowych) na półkach z nowościami i polecanymi książkami znalazła się niepozorna mała książeczka autorstwa Tourell Soderberg Marie: „Hygge. Duńska sztuka szczęścia”.

Na czym polega ten sposób na szczęście rodem ze Skandynawii? Czy warto spróbować? Hmm… W końcu Dania to ponoć jeden z najszczęśliwszych krajów na świecie (tak przynajmniej pokazują badania i rankingi) – może więc warto?

Przepis na „szczęście według hygge” to – w wielkim uproszczeniu – kilka składników: przyjemności, harmonia, relaks, komfort i zdrowe relacje z innymi. Duńczycy twierdzą, że w życiu ważne jest, by odkryć to, co sprawia nam największą radość, a potem uczynić z tego element codzienności. Tutaj można zadać sobie dwa pytania… Pytanie pierwsze: Co Cię najbardziej relaksuje i ładuje Twoje baterie? Pytanie numer dwa: Jak często w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca poświęcasz temu czas?

Z kolei gdybyśmy chcieli przedstawić hygge za pomocą obrazka, to będzie on zawierał na przykład takie elementy: Twój ulubiony kąt w domu, ciepły koc, kubek ulubionej gorącej herbaty, wciągająca książka, blask świec albo kominka gdzieś w tle i krzątający pozostali domownicy (oczywiście przy założeniu, że wszyscy się nawzajem lubią i kochają).

Podobno w hygge bardzo ważne jest odkrycie jak taki sielski obrazek wyglądałby „po naszemu”, w naszej wersji – bowiem nie dla każdego książka i blask świec są synonimami relaksu i szczęścia. Dla niektórych bliżej im raczej do średniowiecznych tortur. Ale żarty na bok… Chodzi o to, że podążanie za modą i trendami dyktowanymi przez media raczej nie mieści się w kanonach hygge. W końcu każdy z nas jest inny (po więcej informacji na temat co to jest hygge – kliknij tutaj).

Ikigai – co to takiego?

Nazwa „Ikigai” być może nic Wam na razie nie mówi i bardziej kojarzy się z jakimś, dajmy na to, wymarłym gatunkiem ryby albo azjatycką sztuką robienia serwetek na szydełku niż z filozofią szczęśliwego życia.

Natomiast ikigai określa filozofię „niedosytu i niedostatku” jako klucza do szczęścia. W pierwszym momencie może to zabrzmieć co najmniej dziwnie… W końcu w czasach, w których rządzi pieniądz, luksus, bogactwo i konsumpcjonizm nie powinno być miejsca na modę na „za mało”. A jednak… Japończycy zamieszkujący Okinawę są doskonałym przykładem na to, że filozofia ta faktycznie działa. Podobno żyją oni średnio 85-87 lat i właściwie nie chorują na żadne choroby, dzięki przestrzeganiu kilku prostych zasad.

Przede wszystkim, mieszkańcy Okinawy starają się kończyć posiłek zanim najedzą się do syta (ma to swoje przełożenie na zdrowie fizyczne i psychiczne). Po drugie, dbają o wspólne dobro i zawsze służą sąsiadom i znajomym w potrzebie. Ponadto prowadzą aktywne życie do bardzo późnego wieku. Tam raczej nikt nie myśli o emeryturze, bo każdy chce czuć się jak najdłużej potrzebny (być może w tym tkwi sekret ich długowieczności?).

DSC_9723

Samo słowo „ikigai” oznacza sens życia, który dla każdego jest unikalny i należy go odkryć, by wieść szczęśliwe życie. Jeśli chcecie poszukać swojego unikalnego ikigai, odpowiedzcie sobie na kilka pytań a następnie spróbujcie poszukać wspólnego mianownika do wszystkich udzielonych przez siebie odpowiedzi: Co kochasz robić i robiłbyś to nawet wtedy, gdyby nie trzeba było zarabiać? Co wychodzi Ci dobrze lub w czym czujesz się ekspertem? Co z Twojej działalności pomaga innym lub jest przydatne większej liczbie osób? Być może nie od razu odnajdziesz „swój sens”, swoje ikigai, ale warto wrócić raz na jakiś czas do tych pytań.

Cóż, jak widać opisane powyżej trzy metody nieco się od siebie różnią, a niektóre elementy wręcz sobie przeczą. Która z nich spodobała Wam się na tyle, by spróbować wcielić w życie jej zasady?

Warto zajrzeć do książek lub artykułów poświęconych mindfulness, hygge, czy ikigai. A może macie swój własny autorski przepis na szczęśliwe życie? Koniecznie dajcie o tym znać w komentarzach!

16 komentarzy

  1. Super, szczerze powiem, że nie czytałam książki „Hygge” i tak naprawdę dopiero teraz, dzięki Tobie zrozumiałam różnice między uważnością, o której ostatnio dużo się mówi, metodzie hygge i tej trzeciej, która jest mi (była, do dzisiaj!) kompletnie obca.

    Zdecydowanie najbliżej mi do Duńczyków i Japończyków. 🙂

  2. Czuję się jakbym żyła w zupełnie w innym świecie, bo na dobrą sprawę o wszystkim, co jest w tym wpisie… nie miałam pojęcia! Ale może to jest właśnie to, czego potrzebowałam, bo ostatnio doszłam do wniosku, że muszę coś zmienić, poszukać swojej drogi… Hygge najbardziej do mnie na razie przemawia, ale muszę zagłębić się w temat.

  3. Myślę że dla mnie metoda mindfulness byłaby najbardziej skuteczna – skupiamy się na sobie, na tym co dzieje się w naszej głowie. Przepisy takie jak Hygge czy Ikigai aby dawały zadowalające efekty muszą być praktykowane przez społeczność (większą – mniejszą) – takie jest bynajmniej moje zdanie.

  4. Dla mnie to wszystko się łączy, nie ma potrzeby wybierać tylko jednej z tych dróg, można potraktować je wszystkie jako inspirację:) Zresztą mam wrażenie, że dorabiane są obce słowa, a wszystko i tak kręci się wokół tego samego, tylko od różnych stron.

  5. Najbardziej przemawia do mnie odkrywanie własnego szczęścia i podążanie za nim. ja mam szczęśliwe życie, mimo że czasem jest pod górkę. Na szczęście jest to moje życie.

  6. Myślę, że u mnie idealnie sprawdza się połączenie wszystkich. Najlepiej samodzielnie dopasować wszystkie te przepisy na życie i wybrać najlepsze ich elementy. Najczęściej mieszanka wszystkich jest najlepsza 🙂

  7. Iga | Z naciskiem na szczęście Odpowiedz

    Sama Hygge pochłonęłam dosyć szybko 🙂 Wystarczy zauważyć, że każda codzienność potrafi być cudowna 🙂

  8. Ja się nauczyłam korzystać z życia i doceniać to, co mam. Dużo spokoju i właśnie tego doceniania daje mi medytacja. Znajduję w niej spokój i wdzięczność.

  9. Bardzo mi się filozofia Ikigai podoba. Warto ją chyba wdrożyć. Co do trendu Mindfulness, w erze mediów społecznościowych, jest on bardzo trudny do wdrożenia. No chyba, że ktoś żyje zupełnie odcięty od tego wirtualnego świata…

Dodaj komentarz

Navigate
%d bloggers like this: